Friday, November 20, 2015

Budowanie autorytetu ojca i matki

Mając już za sobą start od samego siebie, możemy iść krok dalej, a mianowicie zacząć budować autorytet zarówno ojca, jak i matki. Ważniejszy jednak jest autorytet ojca. Dlaczego? Choćby dlatego, że ojciec, który ma autorytet jest w stanie przywrócić takowy swej żonie stosunkowo szybko. W drugą stronę jest to dość trudne zadanie.

W każdej zdrowej rodzinie, a taką chcemy przecież tworzyć, aby móc wychowywać nasze dzieci do świętości, potrzeba głowy rodziny - opoki, wzoru do naśladowania. Potrzeba mocnego lidera. Potrzeba kapitana okrętu, który wyprowadzi go z każdej burzy. Który w odpowiedzialności za wszystkich członków załogi obierze stosowny kurs, a nawet jak się pomyli, będzie w stanie go właściwie skorygować. I to nawet jak będzie zmuszony robić to wiele razy. To w jego rękach jest rodzinny ster i to on musi zadbać, aby okręt szczęśliwie dopłynął do końcowego portu i po drodze nigdy nie roztrzaskał się o skały. To od niego właściciel okrętu kiedyś zażąda zdania raportu z przewożonego towaru i załogi, którą otrzymał we władanie. To tyle gwoli morskiego porównania.

Teraz skupmy się na konkretach. Mam świadomość, że to co teraz napiszę jest i będzie dość niepopularne, ale skoro świetnie sprawdza się w naszej rodzinie, to proponuję zacząć wprowadzać te wskazówki tam, gdzie coś nie funkcjonuje lub wręcz się rozpada. Być może tu jest sedno problemu...

W dzisiejszym społeczeństwie młody mąż i później świeżo upieczony ojciec, to w znacznej większości bardziej chłopiec niż mężczyzna. Musi dorosnąć, dojrzeć do wielu spraw. Musi nabrać doświadczenia w wielu sprawach i piszę to również obiektywnie spoglądając na samego siebie. Owo nabieranie doświadczenia wiąże z tym, że musi niestety popełnić wiele błędów. Musi sam sparzyć się na wielu sprawach. Musi wielokrotnie włożyć palce między szprychy, aby przekonać się, że nie tędy droga. I teraz rolą mądrej kobiety jest cierpliwie znieść ten okres. Każda ingerencja na zasadzie, "zrób tak jak ci mówię", "posłuchaj się mnie", "przecież od razu widać, że to nie tak powinno być"... wcale nie sprawia, że mężczyzna staje się mądrzejszy. Raczej rozleniwia go i wbija w przekonanie, że nie warto nic samemu robić, bo i tak zawsze jest "nie tak". Efektem tego jest mąż siedzący z pilotem przed telewizorem i sfrustrowana żona, dla której każdy jest bardziej pracowity niż własny "niegdyś ukochany". Tylko, należy stanąć wtedy w prawdzie i zapytać się czy to do końca jego wina? Czy kiedy miał zapał i chęci, nie zostały mu skutecznie podcięte skrzydła? Niestety dziewczyny w dzisiejszych czasach są wychowywane jak chłopaki, tym samym na chłopaków. Skoncentrowane na rywalizację, na odnoszenie sukcesów, na mocne artykułowanie swojego zdania i wreszcie na dążenie za wszelką cenę, aby postawić na swoim. Wszystko, tylko żeby nie poczuć się kierowane przez kogoś, co zostało nam wmówione, jakoby było "gorszym", "wynikiem jakieś ułomności", "dowodem  na słabą osobowość". Przy tak wychowanej kobiecie, a właściwie skonstruowanej bombie z opóźnionym zapłonem, nie dziwmy się, że w dzisiejszych czasach tak duży procent młodych małżeństw się rozpada. A to zupełnie nie tak. Jeżeli kobieta rozsmakuje się w macierzyństwie, to nikt i nic jej już nie przekona, że istnieje coś piękniejszego na świecie! I ja wcale nie twierdzę, że nie wymaga ono wysiłku, ponieważ wymaga i to wiele, natomiast jest to stan, w którym kobieta czuje się spełniona, doceniona, ważna, wręcz niezastąpiona. Tak jak mężczyzna kierując rodziną i "podbijając świat" wypełnia swoje posłannictwo, tak kobieta rodząc dzieci, opiekując się nimi i dbając o dom. I jest to jak najbardziej zgodne z naturą naszych płci. Powiedzmy sobie to wprost, głośno i wyraźnie - to szatan wmawia nam, że tak nie powinno być i wykrzywia nasze postrzeganie tych kwestii. Przebudzenie przychodzi z reguły na starość, gdy już nie można wiele zrobić. I pojawia się żal i pojawiają się wyrzuty wobec samego siebie, że się nie chciało słuchać rad. Tak, to okres w którym szatan zmienia taktykę. Już nie musi odwodzić nas od budowania wielodzietnych rodzin - potencjał po temu się wyczerpał. Teraz stoi z boku i szydzi z naszej głupoty i z tego, że tak łatwo daliśmy się mu omamić. Zresztą zadajcie osobom starszym, które znacie takie oto pytanie; "Czy uważasz, że miałaś/miałeś za dużo dzieci w swoim życiu?". I zaraz potem: "Czy gdybyś mogła/mógł cofnąć czas, czy zdecydowałabyś/zdecydowałbyś się aby wychować więcej dzieci?". Jestem pewien, że odpowiedzi będą takie same jak wykazują wyniki badań. Dlaczego więc nie słuchamy starszych? Czy tak naprawdę nie zasłaniamy się własnym wygodnictwem tłumacząc sobie i innym, że nie stać nas na kolejne dziecko?

Wracając do autorytetów, coraz częściej mężowie w porównaniu do odpowiedzialnego i mężnego św. Józefa są jak niemowlaczki z pełnym pampersem, a kobiety w porównaniu do pokornej i cnotliwej Maryi są jak... przekupy na targu. I teraz niemowlak wchodzi w związek z przekupą. On ma ją kochać bardziej niż swoje życie, ona ma być mu poddana. On, który z byle zadraśnięciem leci z płaczem do mamy po opatrunek i ona, która ostatnie polecenie ojca spełniła w wieku przedszkolnym. On, który jednego dnia więcej razy widzi swoje odbicie w lustrach na siłowni niż twarzy krewnych w ciągu całego roku, ma zacząć budować most komunikacyjny z żoną i poświęcać swoje przyzwyczajenia/hobby po prostu z miłości do niej. Ona, której stado słoni nie zdołałoby przesunąć o centymetr, gdy tak sobie postanowi, ma poddać się woli męża. Słabo to wygląda...
Ktoś powie - "Ale dyrdymały". Może... Celowo jednak używam dość ostrych, wręcz karykaturalnych przykładów i porównań, ponieważ statystyki rozwodów są naprawdę zatrważające. Czy jednak sytuacja jest na tyle przegrana, że "nie warto się żenić ani za mąż wychodzić"?.

Oczywiście warto budować związki małżeńskie! Nawet trzeba i to dla własnego dobra! Ale należy od pierwszego dnia po zawarciu związku małżeńskiego prosić na kolanach świętą rodzinę - Józefa i Maryję a przez ich wstawiennictwo samego Jezusa o łaski Boże, o dary i owoce Ducha Świętego oraz o potrzebne charyzmaty, aby jak najszybciej dorosnąć do roli męża i do roli żony. Aby mężczyzna otrzymał charyzmat męża i ojca. Aby kobieta otrzymała charyzmat żony i matki. I należy wręcz błagać, aby nie wchodzić sobie w swoje role i aby nigdy nie podkopywać nawzajem swoich autorytetów. Autorytetu męża/ojca i autorytetu żony/matki. Szczególnie w obecności dzieci. Mężczyzna może popełnić błąd, ale póki nie jest sam na sam z żoną, ona nie powinna mu tego wytykać. A gdy są już sami, powinna to zrobić tak delikatnie i tak sprytnie, aby się nie zorientował, że to się dzieje. To samo tyczy się w drugą stronę. Każde bowiem wytykanie sobie błędów przy dzieciach, a tym bardziej publicznie, jest jak wbijanie noża nie tylko w małżonka (choć też), ale przede wszystkim w całą swoją rodzinę.

O ileż lepiej starać się powiedzieć choć jedno dobre słowo dziennie współmałżonkowi? Nie dziesięć jednego dnia, a potem przez tydzień nic. Lepiej mało, ale często. Wtedy lepiej mózg/organizm to przyswaja. Dużo a rzadko może wywołać mdłości, a nawet odruch wymiotny, w stylu; "Co przeskrobałeś/aś?", "Mówisz tak pewnie dlatego, że czegoś potrzebujesz.", a nawet "Mógłbyś/mogłabyś oszczędzić sobie tej ironii"...
Co komplementować? Najlepiej wszystko. Najczęściej mądrość, zaradność, pomysłowość u męża i piękno (to zewnętrzne i wewnętrzne), matczyność i wrażliwość, poczucie dobrego gustu i smaku u żony.


Które więc cechy należą do owego charyzmatu męża i ojca? 
Ano na pewno te, które charakteryzują św.Józefa:

  • bycie poważanym w swojej rodzinie
  • stanie na straży rodziny
  • dbanie o materialne potrzeby rodziny
  • bycie troskliwym
  • bycie głową rodziny, jej sterem
  • bycie sprawiedliwym
  • bycie czystym
  • bycie roztropnym
  • bycie mężnym
  • bycie posłusznym woli Bożej
  • bycie wiernym żonie i Bożym wskazówkom/przykazaniom
  • bycie cierpliwym
  • nieprzywiązywanie się do rzeczy materialnych - umiłowanie ubóstwa
  • bycie oszczędnym
  • bycie pracowitym
  • bycie w centrum życia rodzinnego
  • opiekowanie się potrzebującymi
  • pocieszanie nieszczęśliwych
  • niesienie nadziei zrozpaczonym i umierającym
  • bycie człowiekiem modlitwy
  • bycie człowiekiem Kościoła.


Które z kolei cechy należą do charyzmatu żony i matki?
Ano na pewno te, które są cnotami samej Maryi:

  • głęboka pokora
  • żywa wiara
  • ślepe posłuszeństwo
  • nieustająca modlitwa
  • wszechstronne umartwienie
  • czystość
  • gorące miłosierdzie
  • heroiczna cierpliwość
  • anielska słodycz
  • boska mądrość
a ponieważ mówimy o małżeństwie czystość dotyczy nie tyle braku współżycia płciowego ile uświęcenia się w nim i wtedy dochodzi cecha, którą nam wręcz nakazał sam Pan Bóg:
"Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»" Rdz (1, 28)
  • płodność

I tyle. Te cechy mówią same za siebie. Niektóre się powtarzają, ale te charakteryzujące rolę mężczyzny i rolę kobiety są po prostu rozłączne.

No comments:

Post a Comment